niedziela, 26 lutego 2017

Zakładki - czy to już uzależnienie?





Zanosi się na to, że niedługo będę bankrutem. Nie dość, że nałogowo kupuję książki, to jeszcze jakiś czas temu zaczęłam kolekcjonować zakładki – a niektórym naprawdę nie można się oprzeć. Moja kolekcja liczy aktualnie 223 sztuki i stale się powiększa, a patrząc na tempo z jakim to się dzieje zastanawiam się, czy dam radę przeczytać w życiu tyle książek, by użyć każdej z nich chociaż raz :)




Kiedyś nie przywiązywałam do zakładek tak wielkiej wagi jak dzisiaj. Miałam ich zaledwie kilkanaście sztuk, niektóre reklamowe, znalezione gdzieś w kupionej książce, inne robione własnoręcznie na plastyce w podstawówce lub otrzymane w prezencie. Bardzo rzadko zdarzało się, bym sobie jakąś kupiła. Jednakże miałam swój mały nawyk – z  każdych wakacji w górach przywoziłam sobie jedną, skórzaną, z nazwą miejscowości – to chyba dzięki nim obudziło się we mnie to kolekcjonerskie pragnienie, by mieć tych małych cudeniek jak najwięcej.

Od tego czasu z każdego wyjazdu oraz każdej odwiedzonej miejscowości zaczęłam przywozić sobie zakładkę. Również gdy ktoś ze znajomych czy rodziny pytał o to, czy przywieźć mi coś z wakacji, delikatnie wybijałam mu z głowy pomysł kupienia kolejnego magnesu czy kurzącej się figurki i prosiłam o jakąś ładną zakładkę. Perełkami w mojej kolekcji są przecudne, przywiezione prosto z Chin egzemplarze, jedna z malunkami stworzonymi na liściu i dwie malowane palcem przez ulicznego artystę – nic innego, jak po prostu miniaturowe dzieła sztuki.


Teraz już cała rodzina i wszyscy znajomi wiedzą o moim zakładkowym bziku. To miłe, gdy mama mojej cioci (której nigdy nie widziałam na oczy) lub mąż koleżanki wujka (o którego istnieniu nie miałam pojęcia), będąc gdzieś w egzotycznej podróży, kupuje zakładkę „dla tej dziewczynki, która tak je lubi” i przekazuje mi je za czyimś pośrednictwem. Nawet w szkole nie jest to już tajemnicą - w tym roku nie mogłam pojechać na wycieczkę szkolną, więc jeden z nauczycieli (który nawet mnie nie uczy), obiecał mi mały prezencik na pocieszenie. Poprosiłam go o jakąś zakładkę z miejsca, w którym będą. Nie spodziewałam się, że będzie o nich pamiętał, a tymczasem otrzymałam trzy prześliczne i niezwykle oryginalne sztuki.


Oczywiście nie zbieram tylko zakładek z różnych miast. W mojej kolekcji jest też wiele prześlicznych egzemplarzy kupionych w księgarni lub innym sklepiku. Nigdy nie robiłam zakładkowych zakupów przez Internet, mimo, że w ostatnim czasie niektóre sklepy oferujące tego typu produkty zyskały znaczną popularność. Znając mnie, niedługo i ja im ulegnę i zamówię kilka sztuk :)

W pewnym momencie moja kreatywna dusza obudziła się ze snu i zaczęłam robić zakładki własnoręcznie. Nie są oczywiście wybitne, ale robienie ich sprawia mi wiele przyjemności. Na początku drukowałam i ozdabiałam szablony z Internetu. Później zaopatrzyłam się w drewniane zakładki, które malowałam lub dekorowałam techniką decoupage. Próbowałam również swoich sił w szyciu (chociażby ptaszek ze zdjęcia wyżej) oraz wyplataniu z muliny.



Uwielbiam każdą z moich zakładek, ale zdecydowanie najlepsze są te, z którymi wiąże się jakaś ciekawa historia lub miłe wspomnienie. Wyjątkowe są też dla mnie zakładki otrzymane od najbliższych, bo wiem, że starannie wybierali je specjalnie dla mnie. Zawsze gdy przeglądam zawartość mojego zakładkowego pudła uśmiecham się, z sentymentem myśląc o niepowtarzalności każdej z nich.


P.
(very.little.book.nerd)




12 komentarzy:

  1. Kolekcja piękna, nie ma co. :) Ja mam 7 zakładek, ale panuje porobić kilka swoich. ;)
    Buziaki. :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jestem z niej dumna :) A własnoręcznie robione zakładki są najlepsze ze względu na swoją niepowtarzalność, więc nie zastanawiaj się i twórz! :))

      Usuń
  2. Mam zdecydowanie mniej zakładek niż ty. Kiedyś nie zwracałam na to uwagi, ale odkąd odkryłam magnetyczne zakładki od epikpage, a potem genialne postaci tworzone przez tojko, przepadałam totalnie.:D

    oddam-ci-ksiazke.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również jestem zachwycona zakładkami od Tojko i epikpage, niestety nie mam ani jednej w swojej kolekcji. Jak pisałam, na pewno niedługo zamówię kilka sztuk, za bardzo kuszą by tak długo im się opierać :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Każdy nowy obserwator to dla mnie taki mały promyczek radości (ale poetycko :D)

      Usuń
  4. ja równiez uwielbiam zakładki, zbieram je i juz sama czasem nie wiem po co kupuje kolejne... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to po co! Dla przyjemności chociażby ;))

      Usuń
  5. Ja mam podobnie z magnesami, staram się przywieźć przynajmniej jeden z miejsca, w którym aktualnie jestem :) Jeśli chodzi natomiast o zakładki: nie przywiązuję do nich szczególnej uwagi. Lubię mieć w książce jakąś ładną, ale używam jej do czasu aż nie będzie się totalnie nadawała do niczego i dopiero zamieniam ją na inną :)
    zapraszam do mnie: aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka pamiątka z podróży to świetna rzecz :) Magnesów niestety nie mam gdzie przyczepiać, więc nigdy specjalnie za nimi nie przepadałam. Zawsze lądowały gdzieś w pudełku i, chcąc nie chcąc, nie miałam co z nimi zrobić, ale niektóre są naprawdę śliczne ;)

      Usuń